Felietony Ks. Mariana Fatygi

Maj 2011r.
„Błogosławiony Jan Paweł II”
Św. Florian – patron strażaków
„Majówka”
„Serce Matki”
Kult ciała, czy kultura ciała?


Kwiecień 2011r.
„Czas pustyni”
W modlitewnej pamięci
Palmy zwycięstwa
Życie mocniejsze od śmierci


Archiwum
Felietony Luty 2011r. i marzec 2011r.
Felietony Grudzień 2010r. i styczeń 2011r.

„Błogosławiony Jan Paweł II”

Od tego roku 1 maja wpisze się w naszą pamięć nowym akcentem. Nasz wielki rodak Jan Paweł II zostaje ogłoszony błogosławionym. Czekaliśmy wszyscy na ten dzień, przygotowując nasze serca przez studiowanie jego życiorysu, słów, które nam zostawił i ogromnej mocy do walki duchowej pod której wpływem cały czas jesteśmy.

Lubimy okrągłe rocznice, jubileusze, urodziny, imieniny, tak w ogóle kochamy świętować. W kalendarz liturgiczny kiedy wspominamy świętych i błogosławionych zostanie wpisany nowy błogosławiony – Jan Paweł II na dzień 22 października.

Byłem wtedy w pierwszej klasie średniej szkoły i usłyszałem słowa, które wracają do mnie jak bumerang, słowa Jana Pawła II-go „Nie lękajcie się otworzyć drzwi Chrystusowi”. Miały one potem wpływ na moje życie i powołanie kapłańskie. Dzisiaj trochę myśli o odwadze w dniu, kiedy cała nasza ojczyzna raduje się z nowego błogosławionego. Jest polskie przysłowie: „Kiedy zaczynają mówić o odwadze, pora uciekać”. Kryzys odwagi dotyka każdego z nas, ktoś powiedział, że lęk jest wytworem współczesnej cywilizacji. Żyjemy w lęku, który nami rządzi. Kiedy ludziom pokazują się anioły, ich pierwszymi słowami są: „Nie lękaj się”. Ojciec Święty Jan Paweł II miał wielką odwagę wołać do ludzi ałego świata: „Nie lękajcie się”. Odbieramy Go jako człowieka odwagi, Tego który nie obawia się niczego i nikogo. Przez czas pontyfikatu zapraszał: „ Wypłyń na głębie”. Probierzem naszej odwagi jest to, czy faktycznie ośmielamy się utracić to co dobre, na rzecz tego, co najlepsze. Są różne rodzaje odwagi, na przykład odwaga mówienia, zabierania głosu boimy się wyśmiania, obawiamy się niezrozumienia, uciekamy przed krytyką. Jest odwaga czynienia wielkich rzeczy. Zauważmy , że często nasze marzenia rozwiewają się, bo nie mamy odwagi ich realizować. Odwaga papieża Jana XXIII połączona z jasnością spojrzenia pozwoliła otworzyć Sobór Watykański II i odnowić Kościół. Zdaniem św. Tomasza odwaga to najczęściej wytrwałość. To nie poddawanie sie w chwilach próby.

Dzisiejszy dzień jest okazją do uświadamiania sobie, by świętość była sposobem życia i odważnie realizować słowa Jana Pawła II.

Odwaga, o jakiej mówił nasz nowy błogosławiony, uwalnia nas od lęku, który buduje mury. Wielki Polak podkreślał, że są dwie cechy pielgrzyma: nadzieja i odwaga. Nadzieja obejmuje to, czego nie widzimy, odwaga zaś polega na uczeniu się jasnego, niezmąconego widzenia. Nadzieja stawia nas twarzą w twarz z naszą ślepotą, podczas gdy odwaga otwiera nam oczy. Życzę w tym radosnym dniu wszystkim odwagi Jana Pawła II.

Skalbmierz, 1 maja 2011 rok.
Ks. Marian Fatyga



Na początek

„Św. Florian – patron strażaków”

Liturgiczne wspomnienie św. Floriana, patrona strażaków, przypada 4 maja. Kilka dni temu strażacy, hutnicy, kominiarze, garncarze w szczególny sposób obchodzili swoje święto, ponieważ św. Florian jest ich patronem.

Żył w latach 250-304. Jest świętym Kościoła Katolickiego. Jego życie przypadło na okres prześladowań chrześcijan. W młodym wieku został powołany do armii cesarza rzymskiego Dioklecjana. W roku 304 ujął się za prześladowanymi legionistami chrześcijańskimi, za co został skazany na śmierć. 4 maja 304 roku poniósł śmierć męczeńską w nurtach rzeki Enns na terenie dzisiejszej Austrii. Według tradycji ciało Floriana odnalazła wdowa Waleria. Nad jego grobem z czasem wybudowano kościół i klasztor ojców Benedyktynów. W roku 1184 Idzi, biskup Modeny na prośbę księcia Kazimierza Sprawiedliwego, sprowadził relikwie św. Floriana do Krakowa. W dzielnicy Krakowa Kleparz znajduje się kościół pod wezwaniem św. Floriana, fundacji biskupa krakowskiego Getki, gdzie według legendy zatrzymały się konie wiozące relikwie świętego na Wawel. Konie tak długo nie chciały się ruszyć z miejsca, aż zadecydowano o wybudowaniu świątyni.

Św. Florian w ikonografii przedstawiany jest najczęściej w stroju rzymskiego oficera z naczyniem z wodą do gaszenia ognia lub wprost gaszącego pożar.

Taką odwagą i konsekwencją jaką żył św. Florian muszą wykazywać się strażacy narażając swoje życie dla innych. Św. Floriana obrali sobie na patrona ludzie trudnej posługi i wielkiej odwagi jakimi są strażacy.

W dniu ich patronalnego święta chylimy czoło przed wszystkimi strażakami, którzy dziś pod hasłem: „Bogu na chwałę – ludziom na ratunek!” czuwają nad życiem i mieniem ludzkim.

W dobie dzisiejszego rozwoju cywilizacji widzimy ich nie tylko przy pożarach, ale podczas wypadków, klęsk żywiołowych, pełnią honorową służbę podczas uroczystości patriotycznych i religijnych. Niech św. Florian ma ich wszystkich w swej pieczy.

Skalbmierz, 8 maja 2011 rok.
Ks. Marian Fatyga



Na początek

„Majówka”

Miesiąc maj jest sercem budzącej się wiosny. Mówiąc „majówka” pierwszym nasuwającym się stwierdzeniem jest czas na wypoczynek. Jednak kiedy sięgniemy głębiej do naszej świadomości może przyjść nam na myśl jeszcze inne skojarzenie. Potocznie nazywana „majówka” to nic innego jak nabożeństwo majowe. Współcześnie żyjący katolik pochłonięty codziennością nie zawsze znajduje czas, by brać udział w tej modlitwie. Dla minionych pokoleń nabożeństwo majowe było bardzo ważną częścią dnia i wiary. Choć lata jego świetności bezpowrotnie minęły, to wciąż jest kultywowane w tradycji Kościoła. Pierwszymi, którzy nabożeństwo majowe odprawili w Polsce byli Jezuici z Tarnopola, a potem misjonarze z Warszawy z kościoła Św. Krzyża w 1852 roku. W miesiącu maju wierni swą uwagę poświęcają Matce Bożej. Na nabożeństwo składa się Litania Loretańska, nauczanie kapłana oraz błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem.

W latach 70 ubiegłego wieku odprawianie nabożeństw przy przydrożnych kapliczkach i krzyżach stało się czymś normalnym. Mieszkańcy głównie wsi, niekiedy oddaleni od kościoła o znaczną odległość, sami gromadzili się na modlitwie, a już w kwietniu naprawiali i przyozdabiali kapliczki.

A dziś zwyczaj ten nadal się kultywuje z tą różnicą, że dzieci, młodzieży i starszych już niewiele przy kapliczkach. Dziś do „majówek” nie przywiązujemy tak dużej wagi jak dziadkowie. Kwestia innych czasów i zmian. Jednak nikt nie zaprzeczy, że na stałe wpisała się ona w polską tradycję i religijność. Warto zatem w majowe popołudnia gromadzić się przy wiejskich krzyżach i kapliczkach, by trwać na uwielbieniu Maryi.

Skalbmierz, 15 maja 2011 rok.
Ks. Marian Fatyga



Na początek

„Serce matki”

26 maja to data, którą pamiętają wszystkie dzieci. Znamy ręce swojej mamy, które zawsze błogosławią, znamy oczy, które się śmieją, gdy ktoś jest w pobliżu, płaczą kiedy nikt nie widzi. To ręce, oczy i serce matki. Nie jest przesadą stwierdzenie, że wszystko co posiadamy najcenniejszego w naszej osobowości zawdzięczamy swej matce. Ona z miłości nas poczęła i urodziła. Matka pierwsza przyjęła nas otwartym sercem i całkowicie zaakceptowała. To ona zasłania przed dzieckiem negatywne strony życia: bóle, braki, niewygody. Odsłania natomiast to co najpiękniejsze w życiu. Piękna i wzniosła jest rola matki w życiu każdego człowieka. „Jest jedno imię pośród imion świata, jedno jedyne promieniste imię, to imię naszej mamy” . Matka jest po to, aby uśmiech nie wygasł w naszych domach, żeby ciebie przed nocą osłaniać, kiedy mówisz nikt nie jest ze mną, żeby twoje drogi upraszczać i wołać miłość wtedy, gdy wokoło ciemno. W naszej polskiej rzeczywistości taką piękną rolę pełni kobieta-matka, matka Polka. Pieczołowicie pielęgnuje wartości tradycji, kultury i religii. Jest rozmodlona i troskliwa. Zasługuje na głęboki szacunek i miłość. Ten ideał matki prze wiele lat ośmieszano. Dzisiaj z matki chce się zrobić kobietę nowoczesną, która poza opieką nad dziećmi i domem została zmuszona do podjęcia pracy zawodowej, często ponad siły. Dlatego dzisiaj nasze mamy są przemęczone, znerwicowane i niedoceniane. W święto matki całujemy jej spracowane ręce i składamy życzenia: kochane mamy dzisiaj wasze święto, ogarniamy was miłością i życzliwością, dziękując wam za poświęcenie, uśmiech, miłość i matczyne serce.

Skalbmierz, 22 maja 2011 rok.
Ks. Marian Fatyga



Na początek

„Kult ciała, czy kultura ciała?”

Ze zjawiskiem kultu ciała spotykamy się wszędzie. Na sile przybiera on przede wszystkim w mediach. Ciało często ukazywane jest jako rzecz i coś czemu należy oddawać cześć.

Nie od dziś wiadomo, że sfera intymności i płciowości człowieka wzbudza największe emocje. Nagość i seksualne podteksty to niemal codzienność w dzisiejszym świecie, a najlepszym przykładem jest rynek reklamy. Jak powszechnie wiadomo to właśnie kobiety przywiązują do swojego wyglądu największą uwagę. Nie brakuje kobiet dla których dążenie do idealnych wymiarów kobiecego ciała wykreowanego przez telewizję stało się obsesją.

Od niepotrzebnego i nieprzemyślanego odchudzania i obsesyjnego dbania o swoje ciało do anoreksji nie jest daleko, szczególnie w przypadku nastolatek. Zaczyna się bardzo niewinnie – „chcę stracić tylko parę kilogramów i wyrzeźbić sobie sylwetkę”. Dbanie o wagę, smukłą figurę i odpowiednie kształty powodują, że kobietom bardzo często trudno jest zaakceptować samą siebie. Mają kompleksy, trudno im uwierzyć we własne możliwości, a przede wszystkim w swoje wewnętrzne piękno, jedyność i niepowtarzalność. Okazuje się jednak, że doskonała figura i zadbane ciało wcale nie zagwarantują szczęścia.

Kult ciała nie omija również życia zawodowego. Potencjalny pracodawca wychowany na medialnych obrazach „pięknego” człowieka , skłonny jest patrzeć tylko na to co widzi na zewnątrz. Stawiam pytanie: czy tak rzeczywiście powinno być?

W tym czasie budzącej się wiosny, kiedy człowiek odsłania coraz więcej swojego ciała, piękno tkwi w swojej osobowości, niepowtarzalności i osobistym, dobrym samopoczuciu. Tak więc, nie kult ciała, ale kultura ciała. Nie warto zatem dążyć za wszelką cenę do ideału, który może okazać się nieosiągalny. Dbajmy o siebie, ale róbmy to z głową i nie dajmy się zwariować.

Skalbmierz, 29 maja 2011 rok.
Ks. Marian Fatyga



Na początek

„Czas pustyni”

Kiedy wszystko w życiu układa się po naszej myśli, rodzi się w nas pokusa pomniejszania albo nawet odrzucania prawdy o naszej potrzebie Boga lub jakiejkolwiek duchowej pracy nad sobą. Jeśli jednak przeniesiemy się na pustynie – gdzie z nieba leje się żar, gdzie nie ma wody ani pożywienia, gdzie nie ma żadnych wygód, do których przywykliśmy – bardzo szybko zaczynamy myśleć inaczej. Taka sytuacja uświadamia nam, że nie jesteśmy samowystarczalni, że nie wszystko od nas zależy. Kiedy zabraknie nam zabezpieczeń, wygód i przyjemności, które oferuje świat zaczynamy szukać Boga i wsłuchiwać w Jego głos – robimy coś, co wcześniej było nam obce.

To dlatego potrzebujemy Wielkiego Postu. Potrzebujemy 40 dniowych rekolekcji – wyjścia z codziennej rutyny, by móc zastanowić się nad swoim życiem i życiem naszych rodzin. Potrzebujemy czasu, by pobyć samemu ze sobą i z Bogiem.

Przed nami jeszcze trzy tygodnie Wielkiego Postu i czasu przygotowania do beatyfikacji Jana Pawła II. Wykorzystajmy ten czas na duchową przemianę .

Kiedy Jezus zakończył swój 40 dniowy post na pustyni i odpędził szatana pojawili się przy Nim aniołowie i usługiwali Mu. Również my możemy być pewnie, że kiedy dojdziemy do kresu naszych wielkopostnych „rekolekcji”, Bóg pośle swoich aniołów , aby nam usługiwali, aby napełniali nas Jego łaską i miłością. Gdy nadejdzie wielkanocny poranek będziemy mogli ujrzeć rozradowanego Chrystusa.

Skalbmierz, 3 kwietnia 2011 rok.
Ks. Marian Fatyga



Na początek

W modlitewnej pamięci

Dzisiejsza data zawsze będzie nam przypominać wydarzenie sprzed roku kiedy w drodze na obchody rocznicy Zbrodni Katyńskiej zginęli w katastrofie lotniczej wielcy Polacy z prezydentem i jego małżonką. Zadajemy sobie pytanie, szukamy odpowiedzi jak mogło do tego dojść? Czujemy wciąż ból i tęsknotę za tymi, którzy odeszli. Czujemy się ludźmi o złamanym sercu.

Prorok Izajasz pisał, iż Pan Bóg posyła go, „by opatrywać rany serc złamanych”. Jest to chyba najbardziej bolesne i wyniszczające ze wszystkich możliwych ludzkich nieszczęść. Nadzieje zawiodły, marzenia prysły, przeżywamy wciąż ból . Możemy postawić sobie pytanie: gdzie i w czym szukać ukojenia ?

Niech dzisiejszy dzień będzie czasem na refleksję i modlitwę. To ona niech wyciszy nasze serca i będzie ukojeniem dla nich.

Wielki Post, który przeżywamy to znakomity czas, by dokonać przeglądu własnego sumienia. Sumienie można porównać do okrętowej busoli, która wskazuje kapitanowi właściwy kurs. To człowiek podejmuje decyzje w którą stronę idzie. Sumienie nie jest darem dla wybranych. Ludzie mówią: „ To jest dobre a tamto złe” , ale dodają „dla mnie” . Te słowa „ dla mnie „ są oznaką choroby sumienia. Sumienie to po prostu działanie ludzkiego rozumu, który ma zdolność rozróżniania dobra od zła i potrafi oceniać pod tym kątem własne działanie.

Jan Paweł II wołał: „ Kształt życia społecznego i państwowego zależy przede wszystkim od tego jaki będzie człowiek – jakie będzie jego sumienie” .

Te refleksje o modlitwie, własnym sumieniu, pracy duchowej nad sobą niech będą ofiarą za tych, którzy oddali życie w Katyniu i zginęli w katastrofie Smoleńskiej.

Skalbmierz, 10 kwietnia 2011 rok.
Ks. Marian Fatyga



Na początek

Palmy zwycięstwa

Niedziela Palmowa obchodzona jest w całej Polsce tłumnie i uroczyście. Dawniej w tym dniu inscenizowano triumfalny wjazd Chrystusa do Jerozolimy. Obrzęd polegał na procesjonalnym obchodzeniu kościoła wewnątrz lub na zewnątrz, albo – w mieście – na przejściu z jednego kościoła, symbolizującego Górę Oliwną, do drugiego kościoła, który wyobrażał święte miasto Jeruzalem. Głównym aktorem spektaklu była figura Pana Jezusa na osiołku umieszczona na wózku. W Krakowie platformę z Jezusem na osiołku ciągnęli rajcy miejscy, dzieci zaś rzucały kwiaty i palemki przed nadjeżdżającą figurą.

Głównym atrybutem święta są palmy. Najczęściej spotyka się strome bukiety z gałązek wierzbowych z „kotkami”, bukszpanu i suszonych kwiatów, albo palmy wileńskie. Mają one kształt pałek różnej grubości i wielkości, a sporządza się je z ułożonych w misterne wzory zasuszonych kwiatów małych i większych. Niegdyś takie palmy występowały głównie na Wileńszczyźnie, a obecnie spotyka je się w całej Polsce.

Palmowe święto w wierzeniach ludu było ważnym prognostykiem na cały rok: „Pogody w Kwietne Niedziele wróżą urodzaju wiele”, „Gdy w Niedziele Kwietną słońce świeci będą pełne stodoły i sieci.” Poświęcone wiązki wierzbinowych witek długo zdobiły wejścia do domów, zatknięte w stodołach, stajniach czy pszczelich ulach, były gwarancją zdrowia, pomyślności i urodzaju.

W wielu parafiach organizowane są konkursy na największe i najpiękniejsze palmy, wielkość niektórych dochodzi do kilkunastu metrów, a przygotowania do ich tworzenia rozpoczynają się już na początku Wielkiego Postu. Tak jest na przykład w parafii Skalbmierz, gdzie strażacy, koła gospodyń, poszczególne klasy uczniów przygotowują takowe palmy w czasie Wielkiego Postu.

Przemarsz w procesji palmowej jest wyznaniem wiary i znakiem solidarności z Chrystusem, który wjeżdża do Jerozolimy, aby oddać życie.

Skalbmierz, 17 kwietnia 2011 rok.
Ks. Marian Fatyga



Na początek

Życie mocniejsze od śmierci

Całe życie uczymy się zmartwychwstania. Chrześcijanie uczą się zmartwychwstania w sakramencie chrztu. Uczą się zmartwychwstania po każdej porażce życiowej, po każdym rozczarowaniu i niepowiedzeniu, po każdym błędzie i upadku.

Dzisiaj celebrujemy prawdę o Życiu. Okazało się mocniejsze od śmierci. Chrystus żywy wrócił z cmentarza.

Chodź współczesne liturgie wielkanocne sprawowane są w zatłoczonych kościołach, to ich początek był bardzo skromny. Celebracja zmartwychwstania Chrystusa rozpoczęła się od dwóch kobiet biegnących od pustego grobu, by oznajmić bliskim, że Jezus powstał z martwych. Polecenie anioła dane Marii Magdalenie i jej towarzyszce lotem błyskawicy rozchodzi się wśród uczniów. Piotr i Jan odbywają pierwsze w historii Kościoła zawody lekkoatletyczne. Każdy pragnie sprawdzić, czy nie wykradziono ciała. Wszyscy się spieszą. Spieszy się również zmartwychwstały Jezus, aby najważniejszą prawdę o zmartwychwstaniu ogłosić światu. Ten obraz zadyszanych, spoconych uczniów, ciągłych w biegu, przynoszących nam prawdę o zmartwychwstaniu- malują karty Ewangelii. Każdy z nas nosi w sercu tęsknotę za Bogiem, którą On tam umieścił, kiedy nas powoływał do istnienia. Jeżeli pozwolimy tej tęsknocie wołać, to mimo codziennego zabiegania doświadczymy obecności zmartwychwstałego.

Wiara w zmartwychwstanie – to wiara w życie całego człowieka, z ciałem i duszą w przyszłym świecie, po przezwyciężeniu śmierci.

Najlepsza forma ewangelizacji – o Chrystusie zmartwychwstałym to przekazywanie drugiemu tego, czego się samemu doświadczyło w swoim życiu duchowym. Jeżeli spotkałeś zmartwychwstałego Pana, biegnij wraz z Marią Magdaleną, by powiedzieć o Nim światu.

Uważam, iż życie chrześcijanina jest podobne do biegu sportowców, lekkoatletów, w którym to biegu przewodzi Chrystus- metą jest zmartwychwstanie.

Skalbmierz, 24 kwietnia 2011 rok – Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego.
Ks. Marian Fatyga



Na początek




Data aktualizacji:
Sporządził:Ks.Marian Fatyga
Zamieścił:Administrator